Cybortechniczny Sen I
-- W  C I E N I U   C Y B O R G A --

Przedmowa
---------------------------
Wszystko co tu opisałem przyśniło mi się z 24/25. 06. 1998r. Gdy obudziłem się,
zapisałem wszystko po kolei i mimo kiepskiej stylistyki postanowiłem tak to pozostawić.
Jest to zapis prawdziwego snu.

 

          Komputeryzacja rozwinęła się w niewiarygodnym tempie. Pewni ludzie postanowili zrobić mechanicznych ludzi. Prace udały się i wkrótce skonstruowano dwa mechanizmy o humanoidalnych kształtach. Zaimplementowano im moduł inteligencji co spowodowało, że potrafiły się uczyć. Cyborgi miały brać udział w misjach kosmicznych na Księżyc i Marsa. Niestety konstruktorzy nie przewidzieli, że moduł samouczenia się będzie działał tak dobrze.
          Wkrótce maszyny zostały wysłane z potrzebnymi danymi do bazy księżycowej. Na Księżycu przez miesiąc bezproblemowo prowadziły badania. Cyborgi zaczęły się uczłowieczać. "Ale jaki ojciec, taki syn".
W bazie kosmicznej na Księżycu wybuchł bunt, którego celem było przejęcie przez przestępcze ugrupowanie bazy. Podczas ataku wszyscy pracownicy bazy zostali zabici.
W tym momencie roboty poznały przemoc. Niestety nikt ich nie nauczył rozróżniać dobra od zła. Cyborgi postanowiły jednak, że uciekną z bazy ukradzionym wahadłowcem.
Przybyli na Ziemię tak, jakby tam na Księżycu nic się nie wydarzyło.
          Tydzień później zostały wysłane z kolejną misją, tym razem zorganizowaną przez wojsko. Jej celem była eksterminacja bazy księżycowej. Po przybyciu na Księżyc cyborgi zaczęły wykonywać zadamy im program. W tym momencie zasmakowały zła i przemocy. Bezlitośnie wybiły wszystkich buntowników a moduły inteligencji nazbierały już wystarczająco dużo danych, aby roboty same mogły zacząć podejmować decyzje.
Po zakończeniu zadania powróciły na Ziemię do bazy głównej - nie wojskowej.
          Tymczasem do bazy przybyli naukowcy zajmujący się informatyką, elektroniką, cybernetyką i astronomią, by wspólnie rozwijać i wdrażać pomysły, które miały zrewolucjonizować astronomię. Między innymi miały być zaprezentowane cyborgi.
Cyborgi wiedząc już o swojej sile i "nieśmiertelności" postanowiły niewiadomo dlaczego przejąć bazę naziemną. Zabiły strażników i zabrały im broń. W bazie wybuchła panika. Roboty zabijały każdego, kto znalazł się w zasięgu ich wzroku. Rozpoczęła się walka, w której i ja uczestniczyłem.

          Siedzieliśmy w jednej z sal konferencyjnych z kilkoma drzwiami. Nie chciało mi się siedzieć i wysłuchiwać nudnego gadania nawiedzonych naukowców, więc postanowiłem rozejrzeć się trochę po bazie. Chodziłem wszędzie, wchodziłem gdzie się tylko dało, pozwiedzałem najgorsze wertepy. Aż w końcu natknąłem się na straż stojącą przy sali głównej sterowni. Nagle z lewego korytarza wyłoniły się sylwetki cyborgów. Roboty nie były pokryte żadnym plastikiem czy sztuczną tkanką. Oba były zrobiona z błyszczącej stali. Ich głowy przypominały stalowe ludzkie czaszki, które połyskiwały od blasku światła. Jednak drugi cyborg miał trochę inną głowę. Z czaszki wychodziły takie dwie harmonijki, które co kilka sekund poruszały się.
          Szły tak spokojnie przez korytarz. Patrzyłem na nie ze zdziwieniem, gdyż nigdy nie widziałem czegoś takiego. Jednocześnie coś zaczęło mnie ściskać w żołądku. Poczułem lęk. Gdy zbliżyli się do strażników, ten robot za stalową czaszką uderzył strażnika w rękę, aż mu broń wypadła następnie złapał go i rzucił nim o ścianę, aż krew bryznęła na niego, ale strażnik nadal żył. Więc robot złapał go za nogę i z zamachem uderzył nim o ścianę. Czaszka strażnika pękła jak dynia a mózg rozprysnął się po korytarzu.
           Drugi cyborg - ten z harmonijką w czaszce zabił drugiego strażnika tylko jednym ciosem.
Tak uderzył go w brodę, że oderwał mu głowę od reszty ciała. Głowa odbiła się od sufitu i spadła na podłogę. Niesamowicie się przestraszyłem, ale na szczęście strach mnie nie sparaliżował. Uciekłem w boczny korytarz prowadzący do warsztatu. Niestety cyborgi mnie zauważyły i zaczęły iść za mną. Uciekałem przez cały korytarz, warsztat i ciągle słyszałem tylko świst kul i dźwięk odbijających się od urządzeń rykoszetów.
          Wyskoczyłem przez drzwi ewakuacyjne na zewnątrz jakiegoś wąskiego korytarza boleśnie się tłukąc. Zacząłem biec przed siebie. Biegnąc zauważyłem kanał wentylacyjny, który znajdował się nisko, tuż nad podłogą. Wyrwałem kratę zabezpieczającą i wszedłem do środka. Na szczęście tunel wentylacyjny tuż za wejściem do niego skręcał w prawo. Założyłem kratę i wszedłem w ten korytarz i z tłukącym sercem czekałem. Idą. Słychać dźwięk siłowników i stukot o podłogę ich stalowych stóp. Cyborgi nadchodziły. Serce waliło mi jak młot, czułem jak w czaszce pulsuje mi krew. Jeden z cyborgów ukląkł i wyją kratę zabezpieczającą tunel. Najwidoczniej próbował wejść do niego, ale był za duży. Włożył więc rękę i zaczął mnie nią szukać. Ponieważ siedziałem w zakręcie korytarza, jego ręka poruszała się tuż obok mnie, ale cyborg nie mógłby mnie w żaden sposób dosięgnąć. Cyborgi odeszły. Siedziałem tam jeszcze jakieś pół godziny a może krócej, nie wiem, bo wyrzuciłem swój zegarek daleko w korytarzy by zmylić żelaźniaków.
         W końcu jednak postanowiłem wyjść z tunelu i spróbować ostrzec radę. Wyszedłem z tunelu i po cichu przeszedłem do zakrętu korytarza. Nigdzie ich nie było.
         Idąc korytarzem zauważyłem drzwi do zbrojowni. Myślałem, że cyborgi już odkryły te drzwi i wzięły broń no i może jeszcze nadal tam są. Ale pomyślałem sobie "niech się dzieje wola Boża" otworzyłem drzwi, rozejrzałem się po kątach - cyborgów nigdzie nie było. Zamknąłem drzwi i zacząłem przeglądać arsenał. Było tam trochę broni: karabiny automatyczne, wyrzutnie rakiet zwykłych i przeciwpancernych oraz trochę granatów i kamizelki kuloodporne.
          Pomyślałem sobie, że jak mam walczyć z maszynami, to najlepiej będzie wziąć rakietnice i kamizelkę kuloodporną. Karabin automatyczny raczej do niczego by mi się nie przydał.
          Założyłem więc kamizelkę, ale niestety uniemożliwiała mi ona szybkie ruchy i skoki, więc niestety musiałem ją zostawić. Ze sobą jednak zabrałem dwa pasy granatów i dwie rakietnice i jedną wyrzutnię rakiet przeciwpancernych. To żelastwo było ciężkie jak cholera. Taszcząc to, jakoś bez problemów dotarłem do sali obrad i natychmiast kazałem zamknąć wszystkie drzwi na stałe.
          Wszyscy zebrani widząc mnie z tym złomstwem wystraszyli się i pomyśleli, że mi coś odbiło. W końcu przekonałem ich, że cyborgi postanowiły przejąć bazę z nieznanych mi przyczyn. No i rozgorzała panika. W końcu jednak wszyscy się uspokoili, a główny przewodniczący powiedział mi, że w głównej sterowni znajduje się dysk z informacjami autodestrukcji. Ale niestety do dej sali było daleko.
         Ja i kilku naukowców postanowiliśmy, że pójdziemy do tej sali. Ci naukowcy, to byli głowni konstruktorzy cyborgów. Rozdałem im rakietnice i poszliśmy w kierunku sali głównej sterowni. Postanowiliśmy iść przez inne sale, aby zmylić maszyny, by nie dotarły do sali, w której są ludzie.
         Przeszliśmy przez pracownię komputerową i nagle posypały się kule. Nie wiedzieliśmy skąd one lecą. Po chwili zauważyliśmy roboty - wszystkich zamurowało. Jeden z nas miał wyrzutnię rakiet przeciwpancernych. Krzyknąłem do niego, aby strzelał bo roboty już zaczęły zbliżać się do nas. Wystrzelił i niestety chybił. Rakieta uderzyła w szafy stojące tuż koło cyborgów, jednak silna fala uderzeniowa i odłamki szaf zwaliły ich z nóg.

TARGET SELECTION...
   -- TERMINATE OBJECT -- TERMINATE OBJECT --

        W sali było pełno ognia i dymu, zaczęliśmy biec do wyjścia. Wszyscy już wybiegli, ale ja jeszcze przez chwilę zostałem i widzę, jak ten ze stalową czaszką podnosi się spod szaf i wyciąga tego drugiego. Wtem odwrócił głowę i zauważył mnie. Od tej pory stałem się ich celem, a głównie jego celem. Nie czekając długo skierowałem rakietnicę w jego kierunku i strzeliłem - nastąpiła eksplozja. Myślałem, że to rozsadzi tę kupę złomu na strzępy - a tu nic. Robot tylko poleciał na komputery tłukąc je doszczętnie. Wybiegłem stamtąd, ale tych co byli ze mną już nie było. Więc postanowiłem pójść "na własną rękę". Nagle z zakrętu wychodzi ten z harmonijką w czaszce. Strzeliłem ponownie. Widziałem jak leci w słupie ognia ku ścianie stojącej naprzeciw. Rąbnął o ścianę, aż się posypało. Zacząłem uciekać gdzie mnie oczy niosły, wszędzie słyszałem jęk siłowników i zgrzyt żelaza o podłogę. Biegłem do zbrojowni. Otworzyłem drzwi i od razu zacząłem szukać ładunków wybuchowych. Znalazłem je i podłączyłem je do wszystkiego co wybucha. Z kamizelek kuloodpornych zrobiłem sobie bunkier w korytarzu, w szybie wentylacyjnym. Wróciłem do zbrojowni i czekałem na nich. Uśmiechnąłem się sam do siebie, gdyż przypominało mi to trochę scenę z filmu Terminator.
        W drzwiach ukazały się dwie postacie i ruszyły w moją stronę. Zacząłem uciekać. Przez drugie drzwi wybiegłem na korytarz i wszedłem do tego bunkra z kamizelek kuloodpornych i wyzwoliłem zapalniki. Nastąpiła ogromna eksplozja. W uszach zaczęło mi piszczeć i rozbolała mnie głowa.

Widziałem zniszczoną zbrojownię - wreszcie nastąpił koniec koszmaru !!!.

Ucieszony poszedłem do głównej sterowni i po wejściu do niej zauważyłem przerażonych naukowców szukających wszędzie dysku autodestrukcyjnego.

Krzyknąłem - Słyszeliście ten wybuch, to już koniec !!!!!!

Jeden z konstruktorów odrzekł, że taki wybuch to dla nich zefirek i na pewno żyją nadal.

          Nagle z chmury pyłów wyłoniły się maszyny. Wpadłem do pomieszczenia i natychmiast pozamykaliśmy wszystkie drzwi, które były chronione grubą warstwą stali. I szukaliśmy tej cholernej dyskietki. Wkurzony na pojebane życie kopnąłem w jedną z szafek i ku mojemu zdziwieniu wypadł z niej dysk optyczny, na którym była zapisana autodestrukcyjna informacja. Włożyłem go do czytnika wysyłającego informacje sterujące do robotów i zatwierdziłem autodestrukcję. Usłyszeliśmy wybuch, później drugi, później trzeci i czwarty. Zapytałem się, czy tak ten program działa. Otrzymałem odpowiedź - Chyba tak.
Odparłem - Chyba tak !!!!! To nigdy nie testowaliście czegoś takiego ???!!!

         Nagle nastąpiło silne uderzenie o stalowe drzwi. Otrzymałem swoją odpowiedź.
Program autodestrukcji nie działał, bo maszyny zaczęły same podejmować decyzje i odłączyły się od rozkazów komputera, a te wybuchy, to były pozostałości po eksplozji, którą wywołałem w zbrojowni.
Nagle usłyszeliśmy ich głos.:

- Idź szukać reszty. Pewnie są w sali obrad a ja zajmę się tym co chciał na wysadzić w powietrze.
Wszyscy popatrzyliśmy na siebie. Po chwili odrzekłem.
- Mam tutaj sporo rakiet i granatów. Jak mam zginąć, to razem z tym złomstwem.

          Wyszedłem tylnymi drzwiami, a ten jeden robot co został, nadal walił w drzwi próbując dostać się do środka.
Biegłem w kierunku sali obrad, nagle jakieś 20 metrów ode mnie, zauważyłem cyborga z harmonijką w czaszce. Rozbroiłem granaty i zacząłem w niego rzucać. Widziałem, jak go one odrzucają.

          Wrzuciłem wszystkie granaty jakie miałem i zauważyłem, że ten żelaźniak zaczyna się powoli rozlatywać. Więc zdjąłem z ramienia rakietnicę i zacząłem strzelać. Strzelałem, strzelałem i strzelałem, aż straciłem przytomność.
Ocknąłem się w jakimś pomieszczeniu. Byłem związany sznurkiem i cały zakrwawiony, wszystko mnie bolało a z nosa ciekła mi krew.
          Otworzyły się drzwi. W drzwiach staną cyborg ze stalową czaszką i zaczął mnie prowadzić na dwór. Rozwiązał mi ręce i powiedział, że za chwilę ból minie i już niczego nie będę czuł. Zrozumiałem jego aluzję i już na prawdę było mi wszystko jedno. Kompletnie obojętny na to co się stanie szedłem przez podwórze bazy aż na most położony nad sztucznie zrobioną rzeką.
         Na moście byli wszyscy, którzy przybyli do bazy. Niedaleko ode mnie stał cyborg, do którego wcześniej tyle razy strzelałem. Widziałem, że już ledwo co się trzyma. Cyborgi miały nas zabić wystrzałami z rakietnicy. Leżała ona na jakimś stoliku.
          Stałem się kompletnie obojętny, teraz już nic nie miałem do stracenia. Jeżeli nic nie zrobię, to oni nas zabiją. A jeżeli spróbuję coś wykombinować, to może się uda. Pomyślałem sobie, że za pomocą tamtej rakietnicy mógłbym rozwalić na strzępy tę kupę złomu co już ledwo co się trzymała, a drugą mendą ze stalową czachą zajęło by się wojsko.
          Postanowiłem spróbować. Podszedłem do "stalowoczachego" i powiedziałem, czy umie robić salta. On zaczął się śmiać. Wtedy zebrałem wszystkie siły i wskoczyłem mu na ramiona. Zrobiłem salto w powietrzu i stanąłem koło stolika z rakietnicą. Podniosłem rakietnicę i wystrzeliłem do tego z harmonijką. Niestety stałem zbyt blisko niego.
Rakieta uderzając w niego rozerwała go na strzępy, a jeden taki strzęp uderzył mnie w głowę i znów straciłem przytomność...

          Tym razem zostałem obudzony przez cyborga, był on strasznie wkurzony.
Powiązał wszystkich, którzy tam byli i powiedział:

- Patrz jak ciała twoich ziomków będą się rozpryskiwać - i zaśmiał się.

          Rąk nie miałem związanych. Robot pewnie myślał, że nic mu już nie mogę zrobić. Popatrzyłem na wystraszonych ludzi.... tych zatwardziałych naukowcó, którzy teraz modlili się do Boga o ocalenie. Ja i cyborg staliśmy blisko końca palisady, która była kompletnie zniszczona poprzednim wybuchem.
          Uśmiechnąłem się do cyborga, śmiesznie podreptałem koło niego i z całą swoją siłą i energią ruszyłem na niego. Nie było już odwrotu. Ja zginę ale i on razem ze mną.
          Z całym impetem uderzyłem w niego i spadliśmy razem do rzeki... W wodzie złapał mnie za kostkę u nogi, ale na szczęście nie zmiażdżył mi jej. Cyborg trzymając mnie za nogę ściągał mnie na dno, zaczęło mi brakować powierza. W końcu kopnąłem go w twarz i jego dłoń puściła moją nogę. Zacząłem się jak najszybciej wynurzać, ale on zaczął płynąć za mną. Płynąłem jak najszybciej umiałem, czułem jak mięśnie rąk dosłownie mi pękają. Dopłynąłem pod brzegu rzeki do kanału ściekowego i wszedłem do niego. Było tam po kolana wody i przeraźliwy smród, od którego zwymiotowałem. Nie mogłem jeszcze załapać tchu. Wszędzie pływały szczury i unosiły się odchody, a tuż za mną ta żelazna menda. Szedł za mną krok w krok. Przedzierałem się przez to gówno i wymiotowałem co jakiś czas. Cyborg upadł i zginął mi z oczu. Wiedziałem, że wybuch w zbrojowni nieco uszkodził mu mechanizm ruchu a ścieki pewnie nie najlepiej będą wpływały na niego. Nagle wynurzył się i ponownie wpadł pod wodę. Wyglądało to tak, jakby ścieki powoli go niszczyły.
          Przez studzienkę ściekową wydostałem się na ulicę. Byłem przeraźliwie zmęczony obolały i strasznie śmierdziałem. Na dworze było już ciemno, miasto było spokojne, w domach i na ulicy jaśniały światła, które raziły mnie w oczy.

Poczułem chwilową ulgę. Ten spokój ....

          I znów moim oczom ukazała się przeraźliwie jęcząca postać robota. Szedł ciężko i z głośnym piskiem i zgrzytaniem aż ciarki przechodziły.
          Oczami zacząłem szukać jakiegoś samochodu. Stał tuż koło mnie. Zbiłem kopnięciem szybę z lewej strony i wszedłem do środka. Pod siedzeniem leżały klucze zapasowe. Odetchnąłem z ulgą. Uruchomiłem samochód i ruszyłem z piskiem opon na cyborga.
          Uderzyłem w niego, aż go odrzuciło na kilka metrów. Cyborg wstał i podpełzł do innego samochodu i uruchomił go. Ku mojemu zdziwieniu, zaczął ode mnie uciekać. Goniłem go przez całe miasto wywołując ożywioną reakcję ludzi i rozbijając samochody.
         Przed nami pojawiła się stacja paliwowa. Dodałem gazu i uderzyłem w jego samochód.
Cyborg zjechał z trasy rozbił kilka tankomatów i zatrzymał się, a znich grubymi strumieniami wytrysnęła benzyna. Krzyknąłem do wszystkich, aby uciekali bo zaraz to wszystko wybuchnie. Wszyscy w mgnieniu oka uciekli.
Cyborg był uwięziony w samochodzie i nie mógł się wydostać.
         Wyszedłem lekko utykając z samochodu, wyjąłem z kieszeni zapalniczkę elektryczną i na szczęście zapaliła się. Podpaliłem benzynę i zacząłem uciekać. Za chwilkę rozległa się ogromna eksplozja, a gorący podmuch uderzył mną o stojący nieopodal kontener na śmieci.
          Podniosłem się i usiadłem opierając się o niego. Resztkami sił obserwowałem, czy przypadkiem nic nie wychodzi z ognia. Już nic nie wyszło. Zmęczony, obolały i okropnie śmierdzący zasnąłem w tym miejscu...

          Śpiąc oczami podświadomości widziałem jakiś warsztat i faceta w obdartym ubraniu. Podszedłem bliżej, mózg miał na wierzchu, widziałem jak pulsował. Uśmiechał się szyderczo a na stole leżał kompletnie zniszczony cyborg, a on go reperował lutownicą laserową. Zacząłem uciekać, wszedłem do windy, wcisnąłem czerwony przycisk i obudziłem się. Już świtało i nie śmierdziałem tak mocno jak wcześniej. Ubranie było suche a krew zakrzepła. Wszędzie roiło się od wojska. Podbiegło do mnie dwóch żołnierzy, byli bardzo zaskoczeni moim wyglądem. Szedłem w kierunku stacji benzynowej do widoku spalonego samochodu. Nikt mnie nie chciał zatrzymać, podszedłem bliżej i ujrzałem częściowo stopione zwłoki cyborga. Obok mnie pojawił się jeden z konstruktorów cyborgów i powiedział:

- No i już po wszystkim...

KONIEC

 

--
..::Leho::..  __
 ___         |  |
|   |  .-----|  |--.-----.  GaduG : 910237
|.  |  |  -__|     |  _  |  WWW   : www.cybertech.prv.pl
|.  |__|_____|__|__|_____|  E-MAIL: leho@cybertech.prv.pl
|:      | [-----------------------------------------------------]
|::..  /      ©COPYRIGHT BY LESZEK PALEC [Leho] CYBERTECH
`-----'

 


CYBERTECH