New Age,
Bóg i koniec s`wiata
--------------------------------------------------------------------------------------------------------

            Czy ktoś z Was kiedykolwiek interesował się ezoteryką??? myślę, że tak. Nie mylić z okultyzmem. Ezoteryka i okultyzm to zupełnie inne światy.
Nawiązując do artykułu o medytacji wpadłem na myśl nowego świata zgodnego z nurtem New Age.
Nurt ten budzi wiele kontrowersji m.in. poprzez swoje poglądy dotyczące otwartości seksu (seks jak pocałunek), które nigdy (chyba) nie zostaną uznane przez ogół społeczeństwa (i bardzo dobrze).
Przedstawię Wam teraz mój pogląd na nową erę :) Trochę to scicence fiction, ale jeżeli to prawda, to opracowałem sposób na przyszłość :-D

            Według ezoteryków medytacje nie tylko poprawiają stan naszego ducha, ale również zdrowia i przede wszystkim w szczególnie aktywnych praktykach medytacyjnych potrafi zaktywować w człowieku niezwykłą energię wewnętrzną zwaną popularnie "chi" (czi) lub też "psi". Energia "chi", to potężna energia, która odpowiednio kierowana potrafi zdziałać prawdziwe cuda, m.in. może leczyć nieuyleczalne choroby (koniec z rakiem, aids, itp.). Może dowolnie modyfikować materię (operacje plastyczne bez skalpela), a skoro i materię to i czasoprzestrzeń, gdyż bez materii nie byłoby czasu ani przestrzeni.
A więc oto moja wizja nowej ery według. CYBERTECHu: 

            Od czasu, gdy ludzie zajęliby się ezoteryką, w ich sercach rozgorzałaby miłość, a ciała wypełniła potężna energia wewnętrzna. Mistrzowie utworzyliby Centrum Ezoteryczne, w którym najlepsi uczniowie zdobywaliby ostateczną wiedzę i umiejętności.
Oczywiście nie wszyscy ludzie byliby "psinautami". Szkoły byłyby takie same lecz system szkolenia inny. Cała polityka szkolenia nie polegałaby na bezwzględnej konkurencji i wyindywidualizowyaniu się jednostek, a na pracy zespołowej. Od przedszkola lekarze, psychologowie i nauczyciele obserwowaliby swoich uczniów i wspomagali ich w samokreowaniu. Panowałby system indywidualnego kreowania osobowości dziecka aż do osiągnięcia przez niego mistrzostwa. W ten sposób każdy miałby szansę zostać tym kim się czuje. Np. miłosnik astronomi i fizyki kreowany by był zgodnie z jego pasją, jednak z nastawieniem na szczególne ukierunkowanie np. fizyk atomowy, astronom, astrofizyk. A informatyk nie musiałby przyswajać całej wiedzy, a tylko ukierunkowaną do jego pasji, np. programista ukierunkowywany by był tylko na naukę języków programowania i oczywiście sposobu ich wykorzystania. W ten sposób zlikwidowano by indywidualizm i zwierzęce instynkty wyższości "wszechwiedzących" pracowników, gdyż realizując jakiś projekt pracowaliby nad nim specjaliści z konkretnych zagadnień.
Wiedza jednak nie byłaby przekazywana w taki sposób jak dzisiaj, a poprzez połączenie jaźni mistrza i ucznia. Mistrz przekazywałby ograniczoną dawkę informacji uczniowi w określonych przedziałach czasowych, by uczniowi nie ucierpiała psychika.
Wszyscy posługiwaliby się jednym językiem. Wbrew pozorom nie byłby to Esperanto, a uproszczony, pozbawiony zbędnych form i ujednolicony język angielski. M.in. z tego powodu, że już obecnie jest to najpopularniejszy język na świecie. 

Energia elektryczna
-----------------------

            W czasach "New Age" energia elektryczna byłaby niemowlęco czysta. Wytwarzana by była w ten sam sposób jak teraz, poprzez turbiny elektromagnetyczne, z tym że one poruszane by były nie jak dzisiaj za pomocą pary wodnej wytwarzanej poprzez ciepło uzyskane z rozpadu jąder atomowych, czy też ze spalania opału, ale za pomocą energii wewnętrznej specjalnie do tego wyszkolonych "psinautów".

Środowisko
----------------------

            Specjalnie przeszkoleni do sterowania pogodą "psinauci" za pomocą energii wewnętrznej kreowaliby pogodę na świecie kierując chmury z deszczem w miejsca suche. Znikłyby huragany i inne klęski żywiołowe, gdyż "psinauci" swoją energią wszystko by kontrolowali. W razie zakłóceń w działaniu ekosystemu (a takie coś na pewno by wystąpiło), specjalnie do tego wyszkoleni psinauci przywracaliby naturalną harmonię. Niektóre kraje mieszczące się np. w strefie klimatu umiarkowanego np. jak Polska mogłyby być otulone ezoteryczną kopułą wytwarzaną oczywiście przez specjalnie przeszkolonych do tego zadania "psinautów",  utrzymującą stałą temperaturę w danym kraju. Kopuła taka jednak nie zatrzymywałaby naturalnego obiegu powietrza.

Komunikacja
----------------------

            Znikłyby wszelkie spalinowe pojazdy. Zastąpione by były pojazdami publicznej komunikacji korzystającymi z dostępnej w linii energetycznej czystej i taniej energii elektrycznej, lub komunikacji osobistej, w której odpowiedniki samochodów sterowane by były energią wewnętrzną kierowcy.

Ekonomia
---------------------

            Bez większych zmian. Zmiany zależne by były oczywiście od polityki państw i posiadanych przez nie zasobów i technologii. Trudno mi jest jednak powiedzieć jaka będzie technologia drobnostkowa, skoro wszyscy będą mieli potężne umysły. Skoro wszyscy będą się kochać itp., to nikt nikogo nie będzie chciał wykorzystać, a więc wszyscy będą żyć w harmonii i dostatku pomagając sobie nawzajem w trudnych sytuacjach, które i tak nie mogłyby się zdarzyć w tak harmonijnym ezoterycznym świecie.

Technologia kosmiczna
---------------------------

            Ezoteryka, to powiązanie człowieka ze Wszechświatem. Psinauta, to człowiek bardzo mądry, mający prawdziwą świadomość bytu. Człowiek, który wie, że Ziemia to tylko jedna z wielu we Wszechświecie planet a więc z pewnością chciałby poruszać się swobodnie po tym dziwnym niezbadanym Wszechświecie, który tak naprawdę nie wiadomo po co w ogóle istnieje. 
A więc z pewnością powstałyby pojazdy kosmiczne napędzane energią psi.

            Specjalnie przeszkoleni psinauci wytwarzaliby energię nośną pojazdu. Inni wytwarzaliby grawitację, inni osłonę statku, a inni energię psi niwelującą siłę bezwładności ciał. Zadaniem pilota by było sterowanie poprzez własną energię psi energią nośną statku kosmicznego (podobno w ten sposób odwiedzający Ziemię kosmici sterują swoimi latającymi spodkami). Statek taki oczywiście wewnątrz naszpikowany by był elektroniką i systemami monitorującymi, coś w stylu statków z filmów "Star Trek".
Korzystając z energii psi pilot takiego statku mógłby w zależności od upodobań dowolnie manewrować statkiem zupełnie nie zwracając uwagi na przeciążenia i warunki zewnętrzne, bo one po prostu by nie istniały, gdyż niwelowane by były poprzez innych psinautów. W ten sposób statki kosmiczne mogłyby osiągać gigantyczne prędkości, praktycznie nieskończone. Umożliwiałoby to szybkie poruszanie się po Układzie Słonecznym. Jednak nie można by było poruszać się z prędkościami bliskimi prędkości światła, gdyż zaszłyby zmiany relatywistyczne i statek taki przemieściłby się w czasie w przyszłość, w zależności od czasu poruszania się. Wg. Ogólnej Teorii Względności, gdyby ciało materialne wysłane z Ziemi poruszało się z prędkością bliską prędkości światła przez piętnaście minut, to po powrocie na Ziemię, na niej minęłoby już 40 lat a na danym ciele (statku kosmicznym) tylko 15 minut. Aby to zniwelować, oczywiście stery przejmowałby specjalnie do tego przeszkolony psinauta, który w ułamku sekundy dzięki energi psi (dla której nie mam rzeczy niemożliwych) potrafiłby rozpędzić statek do nieskończonej prędkości przekraczając tym samym strefę fizyki i wkraczając w strefę metafizyki, czyli po prostu przenosiłby statek w nadprzestrzeń (cokolwiek to znaczy). Z nadprzestrzenią jednak byłby duży problem, bo aby do niej się dostać, trzeba by było wiedzieć, gdzie chce się lecieć. Np. chcemy lecieć 3 lata świetlne od Galaktyki Andromedy. Główny pilot... kapitan statku mając to zobrazowane w umyśle przenosi w ułamku sekundy statek poprzez nadprzestrzeń w dane miejsce. Takie skokowe poruszanie się pozwoliłoby uniknąć efektów fizyki relatywistycznej (o ile one w praktyce rzeczywiście istnieją. Ta podróż w czasie to tylko niczym nie poparta teoria, ale jak dotąd wszystko w tej teorii się sprawdzało, do póki nie sięgnięto do fizyki kwantowej. Tutaj cała fizyka relatywistyczna dała w łeb, podobnie jak fizyka newtonowska w porównaniu z fizyką relatywistyczną). Konieczne więc by było opracowanie dokładnych map Wszechświata, co w tych okolicznościach nie byłoby dość trudnym zadaniem. 

Militaria
-----------------------

            Nie sądzę, że w tym miejscu coś by się zmieniło. Na pewno nie będą to bronie znane z "Gwiezdnych Wojen". Po pierwsze, wszelkiego typu bronie laserowe byłyby zawodne. Światło lasera ulega odbiciu od zwierciadeł, a więc wszystko co odbija światło, odbijałoby również laser. Laser też nie latałby jak na filmie w postaci kilkumetrowych smug, bo laser to światło i w ułamku sekundy (przyp. prędkość światła to 300 000 km/s) docierałby do każdego obiektu w zasięgu wzroku jako smuga prowadząca od strzelca do celu. Rozwiązanie laserowe byłoby też bardzo mało praktyczne, gdyż błyski zdradzałyby pozycję oddziałów. Znacznie bardziej prawdopodobne jest wprowadzenie broni mikrofalowej. Jej wadą jest jednak krótki zasięg, jednak rozwiązanie doskonałe na szybkie wypady. Broń jednak działała by tylko na organizmy żywe. Dlaczego? Otóż mikrofale, czyli fale o bardzo krótkiej częstotliwości powodują nagrzewanie i ścinanie białek. Tak działają kuchenki mikrofalowe i.... telefony komórkowe :) choć te drugie są stanowczo bezpieczniejsze dla organizmów żywych. Cały kosmos ponad ziemską atmosferą jest przeniknięty wszelkimi cząsteczkami i mikrofalami. Gdy astronauta wyszedłby w przestrzeń bez specjalnego kombinezonu, to wkrótce upiekłby się jak kurczak w mikrofalówce.
Ale powracając do broni. Prawdopodobnie udałoby się stworzyć wydajne paralizatory, jednak podstawową bronią służącą do zabijania wciąż byłby zwykły pocisk. Zmieniłyby się oczywiście urządzenia służące do ich wyrzucania, ale idea pozostała by taka sama.
Pewnie zastanawiacie się, po co takiemu zharmonizowanemu społeczeństwu broń i wojsko... otóż tego nie da się uniknąć. Cywilizacja miłości, pokoju i nauki zginie z ręki wojowniczych cywilizacji, gdyż nie będzie umiała się przed nimi bronić. Znamy to z historii dawnych cywilizacji zamieszkujących naszą planetę.
Jednak najgroźniejszą bronią władać będą... "psinauci". Energia psi to potęga w każdym calu, dlatego psinautą nie będzie mógł zostać każdy, ale tylko wybrane jednostki, o szczególnych cechach charakteru.

I co dalej
-----------------

            W ten sposób wyposażona ludzkość będzie mogła udać się w Wszechświat w poszukiwaniu innych planet zamieszkałych przez organizmy żywe. To że we Wszechświecie istnieje inne życie jest raczej w 100% pewne. Żaden astronom nie jest w stanie temu zaprzeczyć. Nie sądzę, że życie na Ziemi jest tylko takim odosobnionym przypadkiem, polem doświadczalnym istot wyższych. Jestem pewien, że dysponując taką technologią ludzkość odnalazłaby te zagubione w kosmosie iskierki życia, a stając się psinautami poczyniłaby kolejny wielki krok we własnej ewolucji i wreszcie  odcięła się zupełnie od zwierzęcego pochodzenia, do czego człowiek mimo ciągłych przeszkód natury ciągle podświadomie dąży. Natura tworząc inteligencję popełniła błąd, gdyż inteligencja wcześniej czy później nauczy się ją kontrolować i zauważcie, że już w obecnych czasach coraz bardziej ją kontrolujemy mimo jej nieustannym sprzeciwom. Ale natura już przegrała z nami, ludzkości nie da się już powstrzymać. To nie dinozaury, których celem było jeść i rozmnażać się, to inteligencja, która będzie dążyła do ciągłego rozwoju poprzez swój umysł na  wzór istot wyższych - Boga. 

Ostatni etap ewolucji
--------------------------

            Przy osiągnięci stanu doskonałego, czyli wtedy gdy każdy człowiek na Ziemi będzie "psinautą" prawdopodobnie minie dużo czasu, gdyż aby wyeliminować wszelkie zahamowania, będzie musiało umrzeć ze trzy pokolenia. Co nie znaczy, że wszyscy ludzie z tych pokoleń. Mistrzowie psi działając swoją energią na organizm, będą potrafili tak nim manipulować, że ciało będzie mogło trwać w niezmienionej formie tak długo, jak długo dany człowiek będzie w stanie emitować energię psi. A tą, będzie mógł emitować tak długo, jak długo będzie ćwiczył i rozwijał swój umysł.
Co będzie dalej... trudno powiedzieć. Ten etap ewolucji wciąż jest dla mnie wielką niewiadomą. Prawdopodobnie ludzkość porozjeżdża się po wielu planetach. Pewnie zrekultywuje Wenus i Marsa - z energią psi to nie będzie żaden problem. Mistrzowie chcąc utrzymać energię psi, będą coraz silniej medytowali, łącząc swoje jaźnie z jaźnią istoty najwyższej. W efekcie całe ciało mistrza może stać się energią. Mistrzowie stali by się postaciami energetycznymi, jak Tellonowie z filmu "Ziemia - ostanie starcie" (bardzo znany serial). Ciekawi mnie tylko, czy wówczas taka istota energetyczna potrafiłaby się rozmnażać, czy byłaby dokładnie taka jak Tellonowie. Wydaje mi się jednak, że w tak wysokim stadium rozwoju jednostek, rozmnażanie tradycyjne byłoby już niemożliwe, gdyż przestałoby istnieć ciało materialne złożone z komórek i kodu DNA. W tej postaci zatrzymałaby się ludzka ewolucja. Czy bylibyśmy wówczas istotami najwyższymi? Nie sądzę. Uczeń nie może być potężniejszy od mistrza, ani nawet taki sam jak mistrz, jeżeli nie odbierze od mistrza osobistej, ostatniej lekcji. W tym przypadku najprawdopodobniej czekałaby śmierć każdego człowieka, jako zwykłe przejście do "bożego wymiaru". (Tellonowie po prostu rozpływali się w przestrzeni kosmosu (przyp. Ziemia to też kosmos)). W ten sposób kończyłaby się droga człowieka ku doskonałości.

     Sens życia
            Pojawia się tutaj teraz pytanie o sens życia, po co my w ogóle żyjemy. Długo się nad tym zastanawiałem. Przejrzałem Biblię i poczytałem trochę o stworzeniu świata. No, ale wciąż nie widziałem sensu życia. Czy mamy żyć tylko po to, aby jeść, pić, srać, szlajać się i rozmnażać. Czyli być typowymi zwierzętami,  tym że inteligentnymi. Dobrałem się więc do Internetu i zacząłem przeglądać strony ezoteryczne (nie erotyczne). Tam natknąłem się na twierdzenie, że dusza człowieka to jego ukształtowany umysł, wysoce inteligentna świadomość, byt - a nasz byt kształtuje się przez całe życie.
Cóż z tego wynika... nie wiedziałem, do póki nie poszedłem na cmentarz posprzątać trochę wokół grobów bliskich. W pewnym momencie patrzyłem i patrzyłem... i trafiła mnie myśl. Ich tu już nie ma. Zakończyli swoją misję???
Przypomniałem sobie wówczas czym jest dusza. A więc napadła mnie myśl, że życie wcale nie jest bez sensu. Otóż Tellonowie osiągnęli taki stan doskonałości, że stali się "materialną energią". Niestety "materialna energia" jest wciąż energią, a więc energia (meta energia, energia duchowa) istnieje jako konkretny byt. A skoro to energia i byt, to ten byt nie może się podzielić na inne byty. Do tego potrzebna jest zdolność rozmnażania się. A więc z tego wynika, że ludzie rozmnażając się nie tylko powodują przedłużenie trwania ludzkiego gatunku, ale jednocześnie tworzą "byty", czyli dusze.
            W tym momencie trzeba powrócić do początku Bibli. Słowa tam zawarte twierdzą, że Bóg był sam i stworzył Wszechświat po to by nie być samemu. Całkiem możliwe, że Bóg to właśnie taki superbyt, którego pochodzenia nie znamy i pewnie nigdy (a na pewno za życia ziemskiego) nie poznamy. Sugerując się jednak Biblią można stwierdzić, że ludzie (czyli organizmy świadome, które podczas swojej ewolucji (stworzenia) nabyli świadomość bytu - duszę) zostali stworzeni przez Boga po to, by powstawały kolejne samodzielne byty. Ponieważ człowiek od urodzenia jest istotą inteligentną, to od urodzenia posiada byt niematerialny, czyli duszę. Z tego by wynikało, że żyjemy po to, by być podobnym do "superbytu"  - istoty wyższej - Boga. W ten sposób Bóg znalazł sposób na tworzenie nowych bytów niematerialnych, czyli popularnie zwanych dusz. 
Z tego rozumowania wynika, że wszyscy ludzie to coś w rodzaju larwy, w której rozwija się dusza. A śmierć, to nie destrukcja, a tak naprawdę narodziny - narodziny duszy. Stary człowiek, to dojrzała larwa, która czeka na przeobrażenie się. 

     Reinkarnacja - czyli wędrówka dusz
            Gdy z przyczyn niezależnych od człowieka (wypadek, choroba, itp.) przedwcześnie obumiera ciało, czyli kokon duszy, dusza jest często jeszcze niedojrzała duchowo i nie może być w pełni wartościowym bytem "godnym" współistnienia z SUPERBYTEM. Wówczas taka dusza powraca na Ziemię, aby dokończyć swój rozwój i osiągnąć stan dojrzałego bytu. Stąd tak często w reportażach o reinkarnacji pojawiają się słowa typu: pamiętam swoją śmierć. Zginęłam w wypadku, zostałem zastrzelony, popełniłem samobójstwo, umarłam na raka, itp. Nie pamiętam jeszcze takiego reportażu, w którym osoba poddana hipnozie regresywnej mówiłaby, że umarła ze starości. Zawsze przyczyną śmierci było nagłe i niespodziewane zdarzenie.
Pojawia się jednak problem tzw. "łańcucha reinkarnacji" znany jest on z Tybetu. Tam mistrz duchowy zwany Lama Dogde ciągle powraca do życia ziemskiego, by znów umrzeć. Zawsze są wyznaczeni mnisi, którzy po śmierci mistrza, szukają jego nowego wcielenia po całym świecie i zwykle znajdują. Znakiem rozpoznawczym jest pamiętanie przez nowe wcielenie przedmiotów, którymi posługiwał się mistrz. Pojawia się pytanie, w jaki sposób on to robi. Ezoterycy nazywają to "przywiązaniem się do łańcucha reinkarnacji". Robią tak tylko byty, które z jakiegoś powodu chcą wciąż pozostać w świecie materialnym, a nie w świecie "istot wyższych". Często też reinkarnacja może być przyczyną błędnych praktyk duchowych. W tym przypadku dusza jest jakby "za karę" zsyłana do ponownego rozwoju.

            A więc tym sposobem zagadka życia i śmierci została rozwiązana. Nasze życie nie jest bezcelowe. Rozmnażając się nie tylko przedłużamy życie naszego gatunku, ale jednocześnie tworzymy nowe dusze. A więc rodzina i jej wychowanie duchowe jest bardzo ważne. Istniejemy po to by być z Bogiem, ale to czy tam pójdziemy zaraz po śmierci, czy będziemy tam iść poprzez ciężki łańcuch reinkarnacji zależy od naszej świadomości oraz od tego z jaką świadomością wychowamy inne byty, czyli nasze dzieci.
            Idąc więc 1 listopada na cmentarz, by wspomnieć bliskich zmarłych, trzeba iść nie ze smutkiem, ale z świadomością, że te ciała co tam leżą w ziemi to tylko "larwy", które były kimś wyjątkowym i są nadal kimś wyjątkowym - bytami, które, przeszły ostatni etap ewolucji.
Nie można jednak sprowadzać powłoki cielesnej do ohydnego, odrażającego świństwa, bo to nie prawda: "Aby odkryć Umysł, należy zrozumieć, że to ciało to nic więcej, jak tylko zwłoki" (Bhikku, Bhikkuni (pali), Sunim (koreański): mnich, mniszka). To nie prawda. W ciele dojrzewa nasz byt, dusza i należy mu się szacunek. Dlatego w 1 listopada powinniśmy pójść na cmentarz by powspominać z innymi tych, którzy kiedyś żyli na tym świecie, to się im należy, tak jak i nam po naszej śmierci.

            Starożytne księgi wiary wyjaśniają prawdy życia w sposób zrozumiały dla pospólstwa, co niestety było i nadal jest dużym problemem, ale niestety pospólstwo nie czyta poezji i nie rozumie ksiąg natchnionych, dlatego do dzisiejszych czasów błędna interpretacja jest przyczyną bardzo wielu konfliktów. Oglądamy programy telewizyjne jak np. "Strefa 11" ("Nie do wiary" www.ndw.v.pl TVN Niedz. 22:30), które pokazują nam namacalne fakty, ale niestety to wciąż za mało dla naszej materialnej świadomości. A więc zwracamy się ku zaawansowanym praktykom duchowym jak ezoteryka, i nadal jest nam za mało (sam zajmuję się ezoteryką i wciąż wątpię, nawet we własne słowa, które tu wypisałem), gdyż chcemy kontrolować swoje życie w każdym calu. Nie chcemy, by nasze życie toczyło się naturalnym biegiem. Według mnie to dobrze, bo takie "nowe" spojrzenie na wiarę i życie jest pozytywne w skutkach. Wystarczy zwrócić uwagę na osoby zajmujące się ezoteryką. Są to ludzie niezwykle mili, pogodni, otwarci. A ludzie "standardowi" podejrzliwi, nieufni, niemili, zamknięci w sobie. I to jest fakt. W ezoteryce jest przyszłość. Ona nie odepchnie nas od Boga, jak twierdzą księża, (którzy są sami wiecie jacy) ale na pewno zbliży nas do niego jeszcze w życiu doczesnym, o ile praktyki duchowe będą prawidłowo nastawione (unikać sekt). Poza tym ezoteryka to nie magia, ale duchowa doskonałość. Dlatego ludzkość wciąż będzie do tego dążyła (i niejeden poszukujący wpadnie w sidła "oświeconych" sekciarzy) i dlatego nastanie era "New Age".                  
            Najprawdopodobniej, jak zapowiadają wielcy prorocy minionych epok, kościół rozpadnie się. Kroczy on cały czas błędną drogą. Za bardzo jest przywiązany do starych doktryn, co będzie zapewne pośrednią przyczyną jego upadku. Zaś bezpośrednią to jego przedstawiciele, czyli kler. Uważam, że wiara w Chrystusa pozostania do końca świata, bo On dał wszystkim ludziom wyraźny znak, że śmierć to droga do życia. Niestety chrześcijaństwo zostało chyba źle zrozumiane przez wyznawców. Stało się ono kultem śmierci. Bardzo dużo czasu poświęca się rozważaniu męki Chrystusa, ale temu co najważniejsze, czyli zmartwychwstaniu - "chwilkę". Kościoły przygnębiają swoim wystrojem. Wszędzie smutek i płacz. A przecież chrześcijanizm, to wiara w życie, to unaocznienie życia po śmierci.

Koniec świata
----------------------------

            Za miliardy lat, gdy materia naszego Wszechświata rozbiegnie się w nieskończoność "niewiadomo czego" (bo nawet nie wiadomo w czym jest umieszczony Wszechświat), a palące się gwiazdy zgasną i zginie wszelkie życie organiczne.... nastąpi zapisany we wszystkich objawionych przez Boga księgach świata - Koniec Świata.... ale czy na pewno??? Wydaje mi się, że wciąż nie do końca oświeceni ludzie stworzą swój własny świat, w którym będą mogli żyć, i rozwijać się dążąc od ostatecznego oświecenia i spotkania z istotą najwyższą, która zapoczątkowała istnienie Wszechświata. Ale czy Bóg będzie czekał z końcem świata do ostatniego człowieka, który zdecyduje się wreszcie do Niego przyjść??? czy też to On przyjdzie do jeszcze żyjących ludzkich bytów, by podsumować dzieje Jego stworzenia.

I co dalej
----------------------------

            Dalej nastąpi jak zapowiadano Sąd Ostateczny. Byty ludzkie odznaczające się szczególną zasługą dla wszelakiego życia zostaną nagrodzone ostateczną lekcją z Mistrzem Wszechrzeczy. Natomiast wszyscy ci, którzy mimo iż posiadali dar inteligencji i własnego umysłu, nie wykorzystali tego świadcząc swymi czynami, że nie są tylko zwykłymi zorganizowanymi komórkami - odejdą w niepamięć. Prawdopodobnie zostaną unicestwione. Ich byty znikną na zawsze. 
Prawdopodobnie nie będzie czegoś takiego jak piekło, gdyż ono jak zapowiadały księgi zostanie ostatecznie pokonane. Zostaną tylko byty, które dążyły do doskonałości Mistrza i teraz razem z Nim będą mogli.......

            Niestety, co będzie dalej, tego nie wiem. Nie wiem, co będą mogli, ani co robią już teraz. To mi jeszcze niestety, ale nie zostało objawione :-]
Obecnie pozostaje nam jedno... pożyjemy zobaczymy, ale żyjmy trochę inaczej niż inni. Nawet jeżeli nasze przekonania są inne i ezoteryka wg. nich to grzech itp., to warto choć na 5 minut usiąść w ciszy, uśmiechnąć się do świata i pomedytować. Ten świat możemy zmienić, zaczynając zmiany od siebie.

Zakończenie

            Nie jestem pewien, ale jest to chyba jedyna tak odważna w rozważaniach teza na temat  Boga, Wszechświata i jego przyszłości. Pewnie nie jeden po przeczytaniu tych słów uzna mnie za heretyka (albo, że ten facet ma nieźle narąbane w głowie).  Ile jest prawdy w tych rozważaniach, tego niestety nie wiem. Ale skoro istnieją przypadki niewyjaśnionych zdolności zwykłych ludzi, czyli ezoteryka może być realna. Prosty przykład to podświadomość i komunikacja z nią za pomocą wahadełka. Nie raz dzięki takiej rozmowie uniknąłem wielu kłopotów. Całkiem możliwe, że losy ewolucji ludzkości i całego Wszechświata potoczą się właśnie w ten lub podobny sposób.
            A więc co w takim bądź razie zrobić??? - ja tam dalej medytuję. Dość mam już tych mijających mnie na ulicy "martwych twarzy" ukrytych pod ciemnymi okularami. Idących gdzieś... i nigdzie... wszystkie te twarze pragną jednego - miłości, czułości, zrozumienia, szczęśliwości, zwykłego uśmiechu, miłego spojrzenia.... Ale tego wciąż nie ma, każdy boi się przełamać i rozbić tę taflę szkła, bo ten kto to próbował zauważył, że "tafla się wciąż ugina i tam są wszyscy" tak samo on, ona... jak i ja.....

Stoję na ulicy i widzę
idących, wracających, błądzących
Są dla mnie bez imion, twarzy, kolorów
Stoję na ulicy i słyszę
odgłosy znikających za zakrętem autobusów bez numerów,
płaczące dzieci w wózkach pchanych przez obojętne matki
Rozmowy o pogodzie, o niczym
i niczym

Stoję na ulicy i czekam
na słowo, uśmiech, na gest
Stoję na ulicy i czekam..........
na człowieka.

Sylwia

 

------------------------------------------
Title : New Age, Bóg i koniec świata
Data  : 09-05-2002
Author: Leszek Palec [Leho]

CYBERTECH
http://www.cybertech.prv.pl
leho@cybertech.prv.pl