Hacking Time, czyli być hackerem
Hackerzy, crackerzy, phreakerzy, cyberpunki i...

 

Futurystyczna wizja cyberpunka Fot-clip: Ventylator -
 "Rock You"

Ponownie przeglądam dzisiejszą gazetę.
"Nastolatek aresztowany za przestępstwo komputerowe", 
"Hacker aresztowany za malwersacje bankowe".

     Tak się rozpoczyna słynny na całym świecie manifest hakera - "Ostatnie słowa Mentora", który wchodzi w skład równie kultowej, elektronicznej książki hakerskiej - "Anarchistyczna Książka Kucharska Jollyego Rogersa" (Jolly Roger's Cookbook Version III).

          Tak było kilkanaście lat temu w USA. A jak jest teraz...
Teraz to normalka. Jakiś skrypciarz podmieni stronę index.html jakiejś firmie, a szumu na cały świat, jacy to hakerzy są niebezpieczni i jakie to ogromne straty ponoszą zaatakowane firmy. Hakerzy są obecnie cały czas piętnowani przez media. Dla nich haker, to terrorysta, który powinien siedzieć w więzieniu. Robienie z igły widły to normalka wśród "pismaków", i to oni kreują poglądy i świadomość społeczeństwa. A więc społeczeństwo boi się hackerów, bo nie wie kim oni tak na prawdę są. Włamywacze komputerowni, to nie ubrani w kominiarki, silnie zbudowani mężczyźni z łomem w dłoni. Komputerowi włamywacze, to doskonali informatycy, choć często bez żadnych dyplomów. Są to ludzie z ogromną pasją poznawania i uczenia się.

Tak wyglądały dawne hakerskie ZINy. Panowł w nich niesamowity undergroundowy klimat.

          Jednak niewiedza "pospólstwa" o tym, demonizuje komputerowych pasjonatów i przykleja im tabliczkę terrorysty. Ci ludzie ze względu na presję otoczenia łączą się w społeczność, tworząc nie mającą żadnych granic, czy to wiekowych, płciowych, wyznaniowych, czy państwowych, subkulturę undergroundu komputerowego. Społeczność powiązaną więzami charakteryzującymi określone zwyczaje, muzykę oraz pasję. Subkulturę żyjącą w sieci globalnej jaką jest Internet, subkulturę HAKERÓW.

          Jak każda organizacja w naszym świecie posiada jakąś hierarchię, tak samo subkultura undergroundu komputerowego ją posiada. Jednak w tym przypadku każdy, kto jest cząstką tej subkultury, musi sam wywalczyć swoją pozycję, poprzez odpowiednie działania, np.: robienie pomocy dydaktycznych (ZIN, FAQ, Tutorial), ilość podmienionych cudzych stron internetowych, ilość zrobionych cracków do programów.
Poniżej przedstawiam nieoficjalną, choć ogólnieprzyjętą sieciową hierarchię według umiejętność:

Lamerzy, a właściwie głównie luserzy, bez kliknięcia myszką nic nie są w stanie zrobić, stąd też doszła niedawno nowa nazwa  - "clickers". Najczęściej to słowo stosuje się do współczesnych "komputerowców", którzy co prawda komputer mają, ale oprócz klikania w przyciski i ikony nic nie potrafią, a więc w praktyce nie zaliczają się ani do lamerów, ani do luserów.
Foto-clip: Ventylator - "Rock You".

 Luser (loser - przegraniec, niedojda). Jest to sieciowiec na najniższym poziomie rozwoju. Jego wiedza ogranicza się do chwalenia się, jakim jest wspaniałym specjalistą, a w rzeczywistości, to straszny ignorant, bez krztyny umiejętności. Takiego kogoś łatwo poznać - na pewno nie potrafi posługiwać się DOSem, a już na 100% nie potrafi zainstalować Windowsa. Jego główne umiejętności, to ściąganie: MP3, DivX, i gier z warezów). Głównie gra w gry komputerowe, gra, gra i gra.

 Lamer - to wyższa już "szycha". Ten człowiek jest już "obeznanym" w sprawach komputerów. Wszystkiego się czepia. To tu coś "liźnie", to tam i myśli, że już wszystko wie i... najczęściej jego działania prowadzą do uszkodzenia, bądź utraty cennych danych. Ze względu jednak na jeszcze niewystarczającą wiedzę i chęć pochwalenia się innym, zwykle "wpadają" w ręce organów zajmujących się ściganiem przestępców komputerowych. Niektórzy mówią, że lamer, to godny pożałowania przykład człowieka. Trochę to według mnie niesprawiedliwe, gdyż lamer nie jest aż tak "lamerski".

 Komputerowiec - to termin ogólny. Nie określa konkretnie przynależności do którejkolwiek hierarchii. Po prostu człowiek, który zna się na komputerach. I tu może być - "lamerski komputerowiec", komputerowiec, bądź haker.

Skrypciarze, frikerzy, hakerzy. To ludzie z jakąś wiedzą, bo nawet posługiwanie się skryptem, trojanem czy exploitem, to jednak już coś. Jakaś wiedza "zakazana".
Foto-clip: Ventylator - "Rock You"

 Script Kiddies - jest to specyficzna grupa hakerów zwanych po polsku - "skrypciarzami". Skrypciarze do włamań posługują się głównie skryptami zrobionymi przez kogoś innego. Nie obchodzi ich jak dany skrypt działa i dlaczego działa tak a nie inaczej. Ważne, że skrypt daje możliwość uzyskania jakiś danych - np. haseł czy też uprawnień roota (root - unixowy użytkownik najwyższej kategorii. Z systemem może zrobić wszystko). Do skrypciarzy należą wszyscy ci, którzy "bawią się" trojanami, destrukcyjnymi skryptami javascript, vbscript, java, itp.

 Phreaker (czyt. friker) - "kablarz", nie, nie kabluje na innych. Ci ludzie zajmują się oszukiwaniem dostawców usług telefonicznych. To oni wymyślają, jak oszukać takich gigantów telefonicznych jak np. TPSA i dzwonić za darmo. Oczywiście phreakerzy nie tylko atakują TPSA, ale i innych dostawców, np. Dialog, Netia, czy też dostawców telefonii komórkowej.

 Haker (hacker) - to dla wielu sieciowców guru komputerowe. Znawca sieci, zabezpieczeń i technologii informatycznych. Haker rzadko kiedy w ogóle się ujawnia. Zwykle patrzy, analizuje i powraca do własnej pracy. To fakt, że hakerzy włamują się do cudzych komputerów, ale jak już wcześniej pisałem, nie niszczą danych. Takie zachowanie nie ma sensu, niczego nie uczy. Zwykle po włamaniu, wysyłają do administratora danego serwera opis "dziury" i metodę ataku, którą się posłużyli, aby dostać się do systemu.

"IT: Hacking stał się w pewnych kręgach swoistą modą, wielu nastolatków nazywa siebie hakerami. Kim jest prawdziwy haker?

HACK: Ostatnio spotyka się wielu niby-hakerow (lamerów), którzy nauczyli się korzystać z gotowych exploitów i metod ataków. Zresztą założę się, że u większości z nich exploity się i tak nie kompilują, bo trzeba sobie ściągnąć biblioteki. Wielu z nich uważa, że haking to destrukcja. Natomiast główna zasada hakerów to NIE NISZCZYĆ, NIE ZMIENIAĆ, NIE KASOWAĆ. Wszelkiego rodzaju ataki DoS (Denial of Services - przyp. autora) używane są głównie przez lamerów do udowadniania innym, że też potrafią. Jednak większość z nich nie rozumie nawet, jak one działają! Częstym błędem popełnianym przy określaniu hakera jest ilość systemów, na które się włamał. Takie porównywanie jest bezsensowne. Miarą klasy hakera są jego umiejętności. Na szczęście jest wielu ludzi, których można nazwać prawdziwymi hakerami. Można spotkać ich listy m.in. na BugTraq, rootshellu".
//Jacek Konikowski - "Hakerzy - jak oni to robią", cz.1, Magazyn INTERNET, Styczeń 1999.

      W sieci istnieje też bardzo niekorzystny podział hackerów;
Na dobrych - białe kapelusze (taką nazwę wymyślili amerykanie, pewnie pod wpływem ich kultury - westernów - "kowboje klawiatury"). Zaś ci źli hackerzy - to czarne kapelusze zwani niesłusznie crackerami - (crack - łamać, pękać, rysa). No i przez to powstał konflikt subkulturowy. Bo już istniała jedna taka subkultura undergroundowa, która nazywała siebie crackerami...

Wirtualna rzeczywistość, to wizja świata cyberpunku. Niektórzy hakerzy bardzo chętnie identyfikują się z cyberpunkiem. Ale czy aby na pewno mają rację. Fakt, mamy ekspansję "domu" hakerów - Sieci, do wirtualnej rzeczywistości, ale przedstawiani w literaturze cyberpunki, to "typy spod ciemnej gwiazdy, naszpikowani elektronicznymi implantami, ludzie z marginesu społecznego" (patrz. mag. Ha!art - "Cyberpunk rewolucja dokonana", n.2-3/2002.  

 Crackerzy (czyt. krakerzy, cracker - kraker) - to odrębna od hakerów grupa podziemia komputerowego, nie mająca nic wspólnego z sieciami, włamaniami i Internetem. Internet stał się ich medium tylko dla kontaktów. Crackerzy zajmują się tylko opracowywaniem sposobów usuwania zabezpieczeń z oprogramowania. Wszystkie cracki, które można znaleźć np. na stronie Astalavista - www.astalavista.box.sk zostały zrobione właśnie przez crackerów, a nie przez hakerów.

          Pamiętam kiedyś taką sytuację, gdy raz byłem na kanale IRC o hakingu, a tam jeden internauta zaczął się wypytywać o cracki. Gdy go ludzie "pouczali" mówiąc, że to nie ta tematyka grupy, on oburzony odrzekł: "Przeciez jestescie hackerami. Robicie wirusy i cracki, a jak ktos sie grzecznie pyta, to się go olewa" - mniej więcej tak to brzmiało. Śmieliśmy się z tego, ale cóż. Taka świadomość jest promowana przez media, "cracker = zły haker". Kiedyś wszystkich "undergroundowców" wrzucali do "jednego worka". Później, jak się zrobił szum i zaczęły powstawać książki, nagle wszyscy zaczęli dzielić underground na hakerów i krakerów jako na dobrych i złych hakerów. I tak wielu ludzi nie ma pojęcia "co to, kto to, i gdzie to?"

          A więc jak widać, trudno jednoznacznie nazwać tych złych hakerów. Ale od jakiegoś czasu po świecie krąży pewien gatunek literatury zwany "cyberpunkiem". Literatura ta posiada niesamowicie mroczny klimat (jak ZIN hakerskie i crackerskie). Miejsce akcji, to Ziemia po zagładzie nuklearnej. Ciemno na ulicach, brud, smród, szczury, wielkie korporacje rządzące państwami (patrz film: Johny Mnemonic, RoboCop, Tetsuo Body Hammer). Bohaterowie, to typy spod ciemnej gwiazdy, naszpikowani elektronicznymi implantami. Są to narkomani, płatni mordercy, ogólnie ludzie z marginesu społecznego. Każdy z tych bohaterów ma jakieś specyficzne cechy predysponujące go do bycia bohaterem, np. doskonała znajomość Sieci (hackerzy), łamacze kodów zabezpieczających (crackerzy), super technicy (elektronicy manipulujący implantami), lekarze (doprowadzający "poskręcanych" implantami cyberpunków do użyteczności).

"Cyberpunk" - No cóż, chyba nic dodać nic ująć ;) Nie daj Boże takich czasów ;)

         Cyperpunk to "Sieć". Wszystko praktycznie kręci się wokół sieci i wirtualnej rzeczywistości. A więc cyberpunki włamują się do komputerów i wykradają cenne dane. Do tego pozostawiają po sobie totalną "demolkę", jak niektórzy dzisiejsi włamywacze.

Może ci źli hakerzy, crackerzy i skrypciarze to.... cyberpunki.
Spójrzmy, na kogo tacy ludzie się kreują - na "zakolczykowanego sieciowego ćpuna".

 "Znana z wielu filmów subkultura hakerska, którą wyróżniałaby ekscentryczna odzież, upodobanie do tej samej muzyki czy fryzury, nie istnieje. Filmowi hakerzy przypominają zwykle otumanionych narkomanów, którzy pomyliliby komputer z kasą sklepową - twierdzą hakerzy. Można natomiast mówić o subkulturze w odniesieniu do świata komputerów i Internetu, choć sami hakerzy wolą nazwę: elitarny krąg wspólnych zainteresowań (dla niektórych Bractwo). "Jesteśmy małą, elitarną grupą cyberświata" - mówi Cr~A~sh. - Wszyscy są równi. Nie kierujemy się rasą, kolorem skóry, wyznaniem, wiekiem, poglądami politycznymi, wyglądem... Gdyby tym samym kierował się cały świat, byłby o wiele lepszy".
// Jaromir Król - "Łowcy haseł", Magazyn WWW. Maj 2001.


 

Kim jesteś hackerze... ???

 

Cholerne dziaciaki. Wszyscy oni są tacy sami. 
Ale czy ty, w swojej trzyczęściowej psychologii mózgu technokraty lat pięćdziesiątych, kiedykolwiek spojrzałeś w oczy hackera?
Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się jak wygląda jego styl, jaka siła go uformowała, co nim kieruje?
Jestem hackerem, a to jest mój świat...
(Mentor's last words)

          Gdy angażujesz się w życie Sieci, często siedzisz na IRCu, często udzielasz się na grupach dyskusyjnych.... wkrótce padają słowa "ale lamuch z ciebie", "co za lamer". Wyzywają siebie na wzajem lamerami i myślą, że są cool, że są hakerami.
          Zawsze ceniłem w ludziach to, że chcą się uczyć. Zawsze ceniłem w ludziach to, że chcą się dzielić swoją wiedzą z innymi bezinteresownie. Gdy powstawały jakieś większe projekty, przyglądałem się im i starałem się im pomóc, doradzić. Zwykle to było akceptowane, bo wyciągnięcie pomocnej dłoni do kogoś nieznanego, to dla dzisiejszych ludzi coś naprawdę szokującego. W sieci zawsze miałem wiele nicków i nikt nie jest w stanie (oprócz znajomych) skojarzyć kto i gdzie. Ludzi to nie interesowało. Byli oni wdzięczni za to co robię. Że robię to bezinteresownie. I wtedy padło to tajemnicze słowo "Jesteś hackerem!!?".
          W dzisiejszym świecie kształtowanym przez media, słowo hacker -  oznacza osobę, która włamuje się do cudzych komputerów, robi wirusy, robale i niszczy dane.  Na szczęście okazuje się, że dla ludzi z sieci, hacker to nie ten "cyberpunk" czy jak go tam nazwać (absolutnie nie "cracker"), ale ktoś, kto umie doradzić, ktoś, kto umie słuchać, ktoś, kto nie wstydzi się pytać innych, ktoś, kto nie wstydzi się przyznać do własnych błędów.

         
Hakerzy nie rodzą się wcale w bardzo uprzemysłowionych miastach, ba, nawet w ogóle nie w miastach (np. Genocide). Hakerzy wcale nie wyróżniają się z otoczenia stylem ubierania, czy zachowaniem. Ludzie komputerowego undergroundu nie ubierają się jak filmowi bohaterzy, którzy przypominają raczej "ćpunów na ostrym haju, którzy nie odróżniliby komputera od automatycznej sekretarki". Są to normalni ludzie o niezwykłych umiejętnościach. Ludzie, których nie da się tak naprawdę odróżnić od innych na ulicy. Są to przedstawiciele różnych zawodów - uczniowie ostatnich klas podstawówek, czy gimnazjów, licealiści, studenci. Często też ludzie ci zupełnie nie są związani z zawodem informatyka. Ludzie o dużych umiejętnościach, zwykle nabytych ciężką pracą. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że hakerzy zwykle są osamotnieni, odrzucani 

Angelina Jolie jako hackerka Kate Libby w filmie "Hackers"

przez klasę, nierozumiani przez rówieśników. Ponieważ zazwyczaj swoją przygodę zaczynają w ostatnich klasach podstawówki, to idąc do szkół ponadpodstawowych nie potrafią się wtopić w nową społeczność klasową. Są odpychani, odrzucani. Społeczność klasowa rzadko kiedy może zrozumieć, że niektórzy są inni, że niektórych nie interesują tylko dyskoteki, alkohol i papierosy. Odepchnięci zamykają się więc w swoim własnym świecie i szukają przyjaciół w Sieci. Tam, gdzie nie ocenia się ich po wyglądzie, kolorze skóry, narodowości, płci czy wyznaniu. "Tu wszyscy kochają cię i nienawidzą". Tu taki człowiek może znaleźć oparcie w ludziach, bo tutaj przeważnie znajdują się tacy sami ludzie "Cholerne dzieciaki. Wszyscy są tacy sami... Oni wszyscy są tacy sami". Odkrywają wówczas nowy świat....

"I wtedy stało się... otworzyły się drzwi na świat... pędzący linią telefoniczną jak heroina przez żyły narkomana impuls elektroniczny został wysłany, uciekinier od codzienności... dobił do przystani.

Paczka przyjaciół hackerów.
Fot. film: "Hackers"

To jest to... do tego należę...
Znam tu wszystkich... Nawet jeśli ich nigdy nie spotkałem, nigdy z nimi nie rozmawiałem i mogę już ich nigdy nie spotkać. "
--
Mentor's last words

          Internetowi przyjaciele, klimat undergroundu, bunt przeciwko rzeczywistości. Te czynniki kształtują charakter młodego człowieka. I w tym momencie taki człowiek staje się elementem kultury podziemia komputerowego. Uczy się programować, poznaje nowe systemy, oprogramowanie i.....

.... i niestety zaczynają się problemy w szkole.

-----------------========MANIFEST HACKERA========-----------------

Kolejny dzień, kolejne kłopoty
Jeszcze nie zdążyłeś zaliczyć starych poprawek a już szykują się nowe
Wydaje się jakby wszystko sprzysięgło się przeciw tobie
Wszystko ginie, wszystko się psuje jakby jakieś fatum ciążyło nad tobą.
Siedzisz wiecznie przed komputerem, znasz cyberświat lepiej niż niejeden nauczyciel.
Ale nie..., masz baniaka z informy, z matmy też ci się coś chrzani.

Co się dzieje?
Kim ja jestem ?
Czy jestem hackerem?
Wszyscy twierdzą, że hacker to wszechwiedzące guru.
Facet, który doskonale zna matmę, fizę i zawsze ma ze wszystkiego doskonałe stopnie mimo iż wszystko w koło olewa.
Ja ci mówię, to brednie.
Nie da się być dobrym we wszystkim.
Jak się poświęcisz jednej rzeczy, to reszta ci się chrzani.
Już wiem, dlaczego film "Gry wojenne" stał się kultowym filmem prawdziwych hackerów - po prostu główny bohater był taki jak my - prawdziwy.
Chrzaniło mu się wszystko jak nam.
Dlaczego?
Bo poświęcił się swojej pasji - poznawaniu komputera i sieci
Hackerzy to nie wielcy geniusze świata matematyki i informatyki
To ludzie z pasją
[...]
"Manifest Hackera" autor: /16myVD0EP1vmE/

          Niestety, ale szkolne kłopoty w tym momencie są nieuniknione i potęgują narastające frustracje. Odrzucenie przez klasę, złe oceny, nacisk rodziców, potęgują zamknięcie się we własnym świecie i ucieczkę do Sieci. Rachunki telefoniczne drastycznie wzrastają i zaczyna się konflikt z rodzicami.

          Ci, którzy powiedzą sobie "Fuck the rules hackers power!!!" podnoszą wysoko głowę i idą walczyć z przeciwnościami losu. Są sami i to dodatkowo kształtuje ich. Widzą, jak ludzie są egoistyczni i aroganccy. Zaczynają rozumieć, że wzbili się ponad przeciętność. Drażni ich ignorancja, prostota, głupota. Zaczynają "chrzanić" wszystko w koło. Włączają muzykę techniczną (psi trance, acid hard house, cyberpunk).

[...]
Przyjaciele.... - sądzisz, że masz przyjaciół, ludzi, na których możesz liczyć?
Mylisz się, to oni pierwsi cię wystawią. Twoi przyjaciele to tylko kolesie do piwa, do wspólnych imprez. To przyjaciele, do póki jesteś w ich grupie, do póki ściągasz im z Netu wypracowania. Później mówią ci tylko cześć...

Chrzań przyjaciół - jakich przyjaciół???
Chrzań szkołę, chrzań nauczycieli, chrzań wykłady i ćwiczenia, chrzań książki, podręczniki, dzienniki i zeszyty. Chrzań nasilające się problemy i nieprzespane noce, chrzań kłopoty.
Chrzań zasady.
Chrzań ten pojebany system.
Chrzań ten cholerny świat!!!
Włącz komputer...., podłącz się do sieci.
Nie ma tu wrogów, nie ma tu przyjaciół. Wszyscy cię kochają i nienawidzą.
Olej to wszystko!
Chrzań zasady !!!!
Bądź hackerem...

Ku pamięci wszystkich, którzy poszli tą drogą,
ale w natłoku wciąż rosnących problemów i niezrozumienia
otoczenie, nie dotarli do obranego celu.

Fuck the rules hackers power
and no surrender

 

* * *
"Manifest Hackera" autor: /16myVD0EP1vmE/
czyli Leho ;)

 

...i ostro biorą się do pracy. Są w stanie pokonać wszelkie przeszkody mimo wycieńczenia psychofizycznego.
Są już częścią cyberświata, i już pozostaną w nim na zawsze. Tam znaleźli swoich przyjaciół. Tam są kimś znanym i cenionym.

          Ale są też tacy, co niestety nie potrafią "krzyknąć na świat". Problemy przygniatają ich z dnia na dzień, a wycieńczenie psychofizyczne staje się nie do wytrzymania. Nierozumiani przez klasę, "dręczeni" przez głupawych nauczycieli. Nierozumiani przez znajomych, "przyjaciół". Nierozumiani przez rodziców.... Bez pomocnej dłoni internetowych przyjaciół, powoli umierają. Umierają z żalu i braku poszanowania dla ich pasji.

Witam

Jak tu zaczac ??? Sam nie wiem, wiec moze odrazu przejde do rzeczy:
Dzisiaj mam choooolerniego dola (to juz chyba jest max) - wshystko sie jebie.
Nowa klasa (w liceum o profilu informatycznym - zarzadzanie inf.) jest do chrzanu. Jestem uwazany za jakiegos mula, ciecia czy co tam jeshcze...
No bo co ?? Vdza goscia ktory siada sam w ostatniej lawce, malo gada, nie chce chodzic do odpowiedzi, znika gdzies na przerwach etc. Heh banda dzieciaqw i nic wiecej. Ponad polowa klasy to totalne WQRWIACZE - tylko by robili glupie dowcipy (typu chowanie plecaka, zabieranie identyfikatora... heh) i nabijali sie z innych.

Idac do tej klasy myslalem, ze znajde kogos kto tak jak ja interesuje sie kompami, ze wreshcie bede mial z kim pogadac na te tematy etc. Myslalem tez, ze klasa w liceum bedzie bardziej powazna, ze nie bedzie kablowania, wysmiewania etc. ze wshyscy beda razem wspolpracowac, ze bedziemy spotykac sie na IRCu i przesylac przeskanowane zeshyty jak ktos byl nieobecny etc. - fakt klasa shkolna to tylko przypadkowa grupa ludzi, ale mialem nadzieje, ze to beda ludzie ktorych laczy jedno - zamilowanie do komputerow. Jednak sie mylilem - w klasie jest pelno pajacow, wqrwiaczy, pseudo skate'ow itd. Ich zaintesowania informatyka zaczynaja sie i koncza na graniu. Jednak w tej calej klasie znalazlem jednego goscia ktory tak jak ja interesuje sie kompami (mash zapis "z pamietnika" na ten temat w zalaczniq), wydawalo mi sie, ze sie zaprzyjaznimy, ale go to chyba malo obchodzi. Mial do mnie przyjechac niedawno, ale nic z tego nie wyshlo... Klasa tak dziala mi na nerwy, ze sobie nie wyobrazash, jest jakies 12 osob ktore robily by mi tylko na zlosc itd. Ciagle jakies glupie dowcipy, smiechy, gadki... Dzisiejshy dzien to juz naprawde bylo przegiecie. Nie lubia mnie... chociaz nic im nie zrobilem, a wrecz przeciwnie - staralem sie byc mily, zawshe moglem pozyczyc jakas plytke czy dac spisac zad. domowe. Oni sami nie wiedzieli czego odemnie chca - o prostu sie uczepili. Dzisiaj znalazlem na to potwierdzenie: na przerwie przed ostatnia lekcja zapytalem sie jednego z wqrwiaczy - "o ktorej jest dzwonek?" a on do mnie "nie powiem ci, bo jestes pojebany w huj" jak zapytalem dlaczego tak uwaza to nie potrafil odpowiedziec i sobie poshedl....

Atmosfera w shkole jest nie do wytrzymania przez te 12 osob w klasie. To juz jest chyba koniec, mam juz tego wshystkiego dosyc. Wracajac ze shkoly do domu (30KM) wstapilem do kafejki, zeby sprawdzic mail-boxa (dostalem od Ciebie maila) oraz wpasc na IRC - chyba zeby sie pozegnac :\ Czulem, ze tak dalej juz byc nie moze i, ze mushe z tym skonczyc. Wrocilem do domu - zaprogramowalem playliste na same najlepshe utworki TRANCE i rzucilem sie w wir przemyslen. Myslalem jak to bedzie gdy wysle ostatniego maila do wshystkich przyjaciol - tych z netu, bo w realu nigdy takich nie mialem, mialem tylko znajomych, myslalem jak to bedzie gdy ustawie dysk na samo znishczenie (FORMAT), oraz dwa pozostale dyski w warsztaciq (NamloX CluB), no i rozwale 3 backupy na CD - tak zeby nie zostal po mnie zaden slad, myslalem o tym ,ze cala moja wiedza pojdzie na marne, myslalem tez o wydaniu ostatecznego ZINa, ale na to juz nie ma czasu...

Myslac o tym wshystkim zal sciskal mi gardlo, podobnie jak teraz.
Naprawde nie wiem co dalej bedzie :( W sumie to istnieja tylko 2 wyjscia:

1. Olac wshystko - klase, nauczycieli, rodzicow, shkole...
Mimo fatalnej atmosfery w klasie (w stosunq do mnie) starac sie uczyc i jakos zdac do nastepnej klasy (tak zeby mnie nie wywalili), ale to wydaje mi sie niemozliwe poniewaz to jest nie do wytrzymania - przez 3 lata zyc z pojebana wiara doquczajaca, robiaca na zlosc etc. Nawet roq bym pewnie nie wytrzymal - biorac pod uwage stan zdrowia :(
Pewnie olal bym ta cala bude i uciekal z lekcji - wtedy bym napewno nie zdal do nastepnej klasy i wywalili by mnie z budy. Starzy mieli by niewiadomo jakie pretensje, znajomi by sie wysmiewali etc.

2. Olac wshystko i miec spoqj - samobojstwo :'<
Moze wtedy te debile z klasy cos sobie uswiadomia.
W zalaczniq mash m.in progs, ktory napisalem niedawno (podczas tej nieobecnosci w shkole), jest to 'Player'. Napisalem go z mysla o my warshtaciq - otuz w playliscie tego progsa jest utwor ktory mozna uznac za "HYMN" NamloX CluB'u, przypomina mi on poczatki powstania warshtaciq - m.in jak ucieklem z WF'u zeby namalowac 'NamloX logo' na suficie :)

Wiesh... zawshe chcialem miec takiego qmpla jak Ty w realu :) Qmpla, z ktorym muglbym zawshe pogadac, qmpla ktory interesowal by sie kompami tak jak ja, z ktorym wymienial bym doswiadczenia i... mp3 :)

Nie wiem co powiedziec - "zegnaj" czy "do nastepnnego 'cybersna'", bo naprawde nie wiem jak to bedzie :'-<<<<<<<<<<<<
W kazdym badz razie 3M sie !!!

--
NamloX

(imiona, nicki i nazwy oprogramowania zostały zmienione i pozostają tylko i wyłącznie do mojej prywatnej wiadomości)  

          Niestety, ale taka jest rzeczywistość bynajmniej polskiego undergroundu komputerowego. Media tego nie podają. Dla nich liczy się sensacja. Liczy się to, że hacker włamał się do NASA, FBI, CIA, czy podmienił stronę główną prezydenta. Nie obchodzi ich, kim są tak naprawdę hakerzy.....

          "Ludzie myślą, że mnie znają, ale to nieprawda. Wiedzą tylko tyle, ile rząd i media chcą, by wiedzieli. Nie jestem terrorystą ani mordercą. Do diabła, nie mam nawet 19 lat. Ale jestem bardzo dobry w komputerach. Naprawdę lepszy niż wielu innych. O takich jak ja mówią - haker. Nie jestem ani "czarnym", ani "białym" hakerem - etykiety są dla nieudaczników, dla tych, którzy nie mają pojęcia, co robią prawdziwi hakerzy. Biały lub czarny, dobry czy zły - kogo to obchodzi? Żadna etykieta mnie nie opisze, nie powie, co robiłem i dlaczego. Nawet mój prawnik nie potrafi sobie tego wyobrazić. Ale Tobie powiem, że mnie nie rozumieją i oskarżają o zbrodnie, które nie są żadnymi zbrodniami.

          Jeżeli chcesz znać prawdę, moja "przestępcza działalność" to pęd do wiedzy, chęć poznania technologii i wiara w naturalne prawo do informacji. Jestem "rozwiązywaczem" problemów, dumnym z mieszania szyków różnym ignorantom, którzy uczą się wtedy, gdy muszą. Jestem jak poszukujący przygód Marco Polo epoki Internetu. Jestem też malkontentem mającym dość systemu, który został wtłoczony, a zwłaszcza szkoły, w której nauczyciele nie mogą mnie nauczyć tego, czego sami nie umieją [...] Wyglądam tak jak każdy inny nastolatek z okolicy. Słucham takiej samej muzyki i chodzę do takiej samej szkoły. Dostaję takie same stopnie jak inne szczeniaki, a czasem ledwie przechodzę z klasy do klasy (Leho przyp. "Manifest Hakera"). A ty, który wierzysz we wszystko, co wypisują o hakerach, myślisz, że mnie znasz".

// DanVerton - "Pamiętniki Hakerów - Wstęp". Helion 2002, s.10.

          Jest też i kolejna grupa hakerów. Są to tzw. "dzieciaki szczęścia". Mają bogatych rodziców, którzy kupują najnowszy sprzęt i nie ograniczają dostępu do Sieci. Ci ludzie godzinami spędzają czas beztrosko penetrując zasoby Internetu. Bez kłopotów, bez problemów otoczeni kumplami w rzeczywistości i Sieci. Ludzie ci mają lekki start. Rodzice mają wkoło pełno znajomości i są w stanie wkręcić swoje dzieciaki wszędzie. No i takie "dzieciaki" stają się administratorami i superhakerami "olewającymi" wszystkich z góry. Bo rzadkością jest by to "cudowne dziecko" było w stanie zrozumieć problemy innych, jeżeli samo ich nie doświadczyło.

          I teraz jak sądzę, najbardziej widać te różnice. Widać krzykaczy, słuchaczy i.... hakerów. Widać, u kogo haking jest pasją, a u kogo tylko "gadżetem" dla popisu. To łatwo zauważyć przeglądając strony hakerskie. Pasję natychmiast się wyczuwa, gdy na takiej stronie WWW panuje klimat, gdy ludzie ci piszą własne teksty, gdy próbują rzeczywiście zaistnieć i to nie jako wojownicy bez zahamowań - cyberpunki, a jako futurystyczni rycerze ze świadomością dobra i zła z poszanowaniem dla innych.

          Świat hakerów, to też grupy hakerskie. To one w szczególności są barometrem "jakości" hakerstwa. Będąc w grupie można starać się o sławę jako włamywacze albo jako uczniowie i nauczyciele.

[...] Jak mialem nascie lat, nie mialem znajmomych (w moim miasteczku - a moze tak slabo szukalem) zgodnych z moimi zainteresowaniami - ja kochalem programowac - znajomi grac w gry. Ja bylem sam - oni swietnie bawili sie razem. Co bylo lepsze - nie wiem - wiem ze ja potrafie nastukac prostych kilka narzedzi pomocniczych - oni nie ;)) Ale w gruncie rzeczy jestem sam. Dotarlem na studia do wiekszego miasteczka - LODZ, wciaz kochalem programowac (Szkoda ze moim pierwotnym jezykiem byl Turbo Pascal - ciezko jest mi teraz przejsc na C, a musze). Na studiach przewaznie uczyli mnie rzeczy, ktore wogole mnie nie interesowaly - nie uczono mnie zbyt duzo tego czego chcialem. To spowodowalo ze wciaz jestem samotnym "programista" (o ile mozna mnie tak nazywac). Brakuje mi ludzi, z ktorymi bym razem sie doksztalcal.
// H@clet - "HacketFAQ"

          Takie jest życie hakera w samotności. Wszelkie doświadczenia ciężko spływają, bo nie ma się z kim dzielić doświadczeniami i pytać o pomoc. Nie ma nic gorszego w życiu początkującego hakera jak samotność.

          Jak widać, świat hakerów, to nie psychodeliczny trans. To ciężka praca, kłopoty, nieprzespane noce, łzy, zwątpienie, załamanie. Psychodeliczny trans sklejany na trackerach, to tylko chwilka relaksu, tło do akcji. Ale świat hakerów to również siła, mądrość, umiejętność, pasja, rozwaga, cierpliwość, szacunek, dobra mina do złej gry, samokrytyka i trzeźwe spojrzenie na świat.
          Dzięki tym cechom underground komputerowy jest wciąż elementem, który pcha ludzi w ten wir.
Dzięki tym cechom underground ma niesamowity klimat. Bo underground nie tworzą intelektualiści z aktówką, a ludzie z doświadczeniem i wiedzą. Często niedoceniani w zdominowanym przez komercję świecie, ale doskonali w tym, co robią. Dlatego underground zawsze będzie istniał, bo ludzie zawsze będą szukali nowych rozwiązań, które nie zawsze będą zgodne z tym, czego chce cała reszta...
Bo hakerzy to nie "cała reszta".
Bo hakerzy to outsiderzy i odkrywcy.

Teraz cały świat należy do nas... świat elektronów, przełączników i cudownych bodów.
Korzystamy z istniejących usług nie płacąc za coś, co mogłoby być tanie gdyby nie pazerność spekulantów i nazywacie nas przestępcami.
Jesteśmy odkrywcami... a wy nazywacie nas przestępcami.
My szukamy wiedzy... a wy nazywacie nas przestępcami.
Nie ważny jest dla nas kolor skóry, narodowość czy wyznanie... a wy nazywacie nas przestępcami. To wy budujecie bomby atomowe, wy prowadzicie wojny, to wy mordujecie, oszukujecie i kłamiecie, niby dla naszego dobra, to wy jesteście przestępcami.
Tak, jestem przestępcą. Moim przestępstwem jest ciekawość. Moim przestępstwem jest to, że oceniam ludzi po tym co mówią, jak myślą, a nie jak wyglądają.
Moim przestępstwem jest to, że jestem od was sprytniejszy, czego mi nigdy nie wybaczycie. Jestem hackerem a to jest mój manifest. 
Mnie zdołacie powstrzymać, ale nie uda się wam powstrzymać nas wszyskich... bo wszyscy jesteśmy tacy sami.

+++ Mentor +++

--
Leho < leho@cybertech.prv.pl > < www.cybertech.prv.pl >
25.06.2003
Szczególne podziękowania dla Sk0lman'a

W artykule wkorzystałem takie materiały jak:

  • K. Loska, A świech, T. Tkaczyk - "Cyberpunk, rewolucja dokonana". Interdyscyplinarny magazyn artystyczny "Ha!art", n. 2-3/2002 < www.ha.art.pl >

  • Jaromir Król - "Łowcy haseł", Magazyn WWW, Maj 2001 < http://www-mag.com.pl >

  • Jacek Konikowski - "Hakerzy - jak oni to robią", cz.1, Magazyn INTERNET, Styczeń 1999.

  • Dan Verton - "Pamiętniki Hakerów". Helion 2002.

  • H@clet FAQ

  • Anarchistyczna Książka Kucharska Jollyego Roberts - "Ostatnie słowa Mentora". File: 057.txt

  • "_self" - "Manifest Hackera"

  • Prywatna korespondencja

  • Własne doświadczenia

  • Foto-clip "Ventylator - "Rock You". CD-ROM magazynu "Techno Party", n. 3/98.

  • Reszta fotek to różne źródła internetowe.


CYBERTECH